Jestem odważny, ale nie dlatego, że się nie boję. Jestem odważny, bo wiem, że są rzeczy ważniejsze niż strach.
 
IndeksFAQUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mój mały psychopata: Łotwa to łotr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Łotwa

avatar

Liczba postów : 33

PisanieTemat: Mój mały psychopata: Łotwa to łotr   Pią Sty 11, 2013 10:47 pm

Imię i nazwisko: Raivis Galante (właśc. Raivis Conan Barbarzyńca Jasper Nergal Masconur Galante)

Kraj/miasto/wyspa: Łotwa

Wiek: jakieś 15

Charakter: Dominującymi cechami osobowości Raivisa są: uprzejmość, przejawiająca się w chętnym niesieniu pomocy komu popadnie, oraz nieśmiałość, która sprawia, że chłopiec rzadko przyznaje się do niechęci wobec innych. Dawno temu, w czasach, kiedy był jeszcze dzieckiem, właśnie przez te cechy parę zakonów rycerskich uznało, że nie będzie on miał nic przeciwko, żeby zamieszkali na jego terenach. I stało się: Niemcy zadomowili się na dobre na łotewskich terenach, a on chcąc nie chcąc musiał zająć się uprawą roli. Była to ciężka i wyczerpująca praca w ciągłym stresie, ale Raivis, jak na porządnie wychowane dziecko przystało, zacisnął tylko zęby i cierpliwie machał motyką. Wciąż liczył na zmianę swojej sytuacji i, ku jego zdumieniu, zmiana ta nadeszła niespodziewanie szybko.
Okazało się, że łotewskie tereny były ostatnim kawałkiem bałtyckiego wybrzeża, jaki jeszcze nie został zaliczony przez Szwecję do jego królestwa. No i zaczęło się: z jednej strony wkroczyła zdyscyplinowana nordycka armia, z drugiej - Niezwyciężona Polska Husaria, co poskutkowało długotrwałymi wojnami (zresztą, co się będę rozpisywać, poczytajcie sobie "Potop", tam wszystko jest epicko opisane), podczas których biedny Raivis nie miał ani razu oręża w ręku. Było mu niesamowicie żal, że inne kraje, choćby i potężniejsze czy bardziej doświadczone, decydowały o jego losie. Sam był zbyt słaby, żeby skopać dziesięć hektarów pola, a co dopiero iść na wojnę, lecz czuł, że trzeba to zmienić. Postanowił zacząć dbać o własne interesy. Opracował genialny plan, który opierał się na szczegółowych pertraktacjach z krajami sąsiadującymi i bogatym programie ćwiczeń wzmacniających, który to plan miał dodać mu sił i pozwolić zaistnieć na arenie międzynarodowej jako niewielka lecz porządna wyspa na granicy wpływów największych ówczesnych mocarstw.
Plan ten prawdopodobnie zakończyłby się sukcesem, biorąc pod uwagę upór i konsekwencję, jakimi wykazał się Łotysz, gdyby nie pewien mały szczegół. Na skutek potopu szwedzkiego tereny Raivisa nie zostały jednoznacznie podporządkowane jednemu imperium, lecz zostały rozdarte w miarę sprawiedliwie na pół i rozdzielone między walczące strony. I w tym momencie chłopakowi, łagodnie mówiąc, szajba odwaliła. Do tej pory nie wiadomo, czy powodem był bezpośrednio ów zamach na całe jego jestestwo, czy może szok wywołany własną kruchością, dość, że od tamtej pory zamknął się on w sobie, całą swoją energię poświęcając na obmyślenie zemsty. Jedyne, o czym myślał od tamtej pory, to idealny sposób na rzucenie świata przed nim na kolana. Nie tolerował półśrodków: sposób musiał być idealny. Samemu albo w koalicji z kimś przejąć władzę nad światem, tak, żeby już nikt mu nigdy w kaszę nie dmuchał. Liczyć się miało tylko zwycięstwo. Stało się to jego głównym celem, a zarazem sensem dalszej egzystencji.
Raivisa tak bardzo pochłonęło jego życiowe powołanie, że niemal przestał zauważać, co się wokół niego działo. Zamknął się w sobie, a na otaczający go świat reagował, jakby był półprzytomny. Najbliżsi mu współtowarzysze niedoli, Litwa i Estonia, uznali, że biedak jest po prostu nieśmiały i roztargniony. Próbowali się nawet zaprzyjaźnić i częściowo się im to udało, w takim stopniu, w jakim każdy z nich był w stanie otworzyć się na resztę (czyli raczej w niewielkim). Dość, że od tamtej pory reszta świata zaczęła traktować ich jako nierozłączne "trzęsące się" trio. Łotwa nie zauważył nawet, kiedy znalazł się wraz z nimi pod zwierzchnictwem Rosji.
Iwan potrzebował kogoś, na kim mógłby się spokojnie poznęcać, a ponieważ akurat ów mały Łotysz nigdy nie uciekał na sam jego widok, lecz zachowywał się, jakby żył w innym świecie, szybko stał się głównym celem tortur psychicznych i fizycznych Rosjanina. Mniej więcej wtedy Raivis zaczął zwracać uwagę na świat zewnętrzny, a to głównie za sprawą strachu. Tak silnej emocji prawdopodobnie nigdy wcześniej w życiu nie odczuwał i nie był w stanie jej ignorować. Lęk przysłonił mu chwilowo jego jedyny dotychczasowy cel życiowy, zastępując go innym: pozbyć się Rosji. Tak, jak to tylko będzie możliwe.
Możliwości pojawiły się z nastaniem nazistowskiej okupacji. Hitler z miłą chęcią włączał Łotyszy w szeregi SS i sam był zaskoczony nienawiścią i żądzą mordu, które wręcz wrzały wewnątrz ich serc. Raivis upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu: nie dość, że pozbył się Rosji, to jeszcze stał po tej właściwej stronie. Po tej stronie, która musiała zwyciężyć. Zwycięstwo miał w kieszeni, dlatego przestał liczyć się z konsekwencjami i z rozmiłowaniem zaczynał rozlew krwi wszędzie, gdzie tylko się udawał. Nagromadzona przez wieki zgryzota i żal eksplodowały wewnątrz tego wątłego ciała, przemieniając się w ogromne pokłady morderczej energii. Jego okrucieństwo sprawiło, że nawet najstraszliwsi niemieccy oprawcy woleli nie wchodzić mu w drogę, dając mu wolne pole do popisu. A straszliwy był to popis...
Nie tak to się miało skończyć. Łotwa nie otrzymał władzy nad światem. Nie wyrządził nawet zbyt poważnych szkód Rosji. Czyżby to wszystko było tylko złudzeniem, snem, marą? Nie. Z tym nie mógł się pogodzić. To wszystko było, tylko nie było dość mocno. Ktoś zdołał to zniszczyć. Raivis już wiedział, co zrobić. Poczekać, aż znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie dość mocno. Przeczekać w milczeniu bliżej nieznaną liczbę lat, może wieków, aż przyjdzie Ten Ktoś. Znów zamknął się w sobie. Teraźniejszość stała się dla niego przyszłością, a przeszłość teraźniejszością. Tkwił w tym, co było, przygotowując się na to, co miało być.
Świat twierdził, że Łotwa była niepodległa. W rzeczywistości w kraju tym wciąż mieszkało mnóstwo Rosjan. Ale już Raivis postarał się, żeby im porządnie utrudnić życie. Z miną niewiniątka ogłaszał kolejne prawa ograniczające Rosjan w niemal każdej dziedzinie życia.
Gdy naziści ponownie przejęli władzę nad światem, Łotwa poczuł, że to właśnie ta okazja, na którą tyle czasu czekał. Nauczony jednak poprzednimi przeżyciami nie ujawnił od razu swego prawdziwego "ja". Udając grzecznego, pomocnego, nieco płaczliwego chłopca, którym był jeszcze kilka stuleci wcześniej, próbował wkupić się w łaski nowych szefów. Wszystko po to, by zdobyć ich zaufanie. By uwierzyli, że jest zupełnie normalny. By zrozumieli jego oddanie. By nikt nie patrzył, gdy będzie obierał kogoś ze skóry...

Na co dzień Raivis wygląda, jakby był zakochany. Maślane oczy, lekki uśmiech na ustach, ciut nerwowe ruchy sprawiają, że większość ludzi, którzy go spotykają, uznają go za pociesznego i niegroźnego. Chłopiec nie chce, żeby ktoś zadawał niepotrzebne pytania. Jakby co, to w Imperium jest przez tradycje ostatniej wielkiej wojny. I tyle. Nie ma mowy, żeby to on był owym krwiożerczym rzeźnikiem, o którym słuchy docierają czasem do uszu imperialnych informatorów. Nikt taki nie istnieje, to tylko plotka. Bajka. Bujda. Łotwa, którego wszyscy znają i kochają, to pomocny dzieciak, który nic nie wie o budowie broni, a najlepiej nadaje się do czyszczenia płaszczy i podawania kawy. Czasami nieco niepokojące bywa jedynie jego zamiłowanie do trunków wysokoprocentowych. Cóż, taki wiek.
Biada tym, którzy natrafią na Łotwę, gdy ten akurat daje upust swym instynktom. W takich chwilach chłopiec skupia się na zadaniu jak największego cierpienia komukolwiek, kto sam bywał przyczyną cierpienia. Bywa niezwykle wyrafinowany w swych torturach. Najważniejsze jest jednak to, iż te tortury mają się odbywać w cztery oczy. Bez świadków. Raivis uważa to za wyraz szacunku, że do każdej ofiary podchodzi indywidualnie, starając się dopasować mękę do osobowości. Świadkowie, nawet sprzymierzeńcy, zazwyczaj kończą marnie. Owszem, Łotwa chętnie uczestniczy we wszelkich zbiorowych aktach okrucieństwa, jednak nigdy nie daje wtedy z siebie wszystkiego. Gdy ma możliwość, prosi o paru jeńców tylko dla siebie.

Relacje:

Prusy - uważa go za swojego starszego brata. To z tęsknoty do dawnych plemion pruskich, których dziedzicem okrzyknął się Gilbo. Poza tym Prusak długi czas opiekował się młodym i sporo go nauczył. Łotwa ma mu za złe, że zapomniał większość tradycji swojego poprzednika, który jest jego zdaniem jedynym prawowitym Bałtem oprócz niego. Do tej pory można zobaczyć Raivisa, jak w chłodne, nastrojowe dni składa wiązanki kwiatów na Grobie Nieznanego Prusaka.
Niemcy - prawie jak brat, ale. Niemcy jest zbyt młody i niewiele wie o świecie. Jego zaletą jest to, że nigdy nie łamie procedur. Raivis uważa, że Ludwig ma osobowość cepa.
Litwa - niby-przyjaciel, przybrany brat, od biedy można by go nazwać Bałtem. Czasami da się z nim pogadać, ale zazwyczaj zbyt wielki z niego pierdoła.
Estonia - kujon. Ugrofin, a nie Bałt. Nie przyznaje się do niego, odkąd zaczął żyć lepiej od swoich przyjaciół.
Polska - ma potencjał, ale go marnuje. Straszny leń. Jak trzeba, to potrafi przyłożyć, i to porządnie. Łotwa szanuje Feliksa, chociaż nigdy by się do tego nie przyznał.
Rosja - *tu wstaw piętnaście dowolnych określeń męskiego organu rozrodczego*
Sealandia - sympatyczny dzieciak. Raivis jest przekonany, że są bardzo podobni. Lubi spędzać z nim czas i słuchać go. Monologi Petera nieraz bywają niesamowicie inspirujące dla małego psychopaty.
Szwecja - a kysz! Może i się uspokoił, ale chłopiec ciągle ma do niego pewien uraz o dawne najazdy.

Wygląd: Chucherko. Jak na piętnastolatka jest bardzo niski, przez co często bywa uznawany za dziecko, co zasadniczo jest mu nawet na rękę. Drobnej budowy, o zapadniętej klatce piersiowej i wątłych kończynach, z całą pewnością nikomu nie kojarzy się ze stereotypowym mordercą. Wygląda na takiego, co nawet krzesła nie podniesie, dlatego nikt nie zleca mu ciężkich prac siłowych, co również jest mu na rękę. Wbrew temu wrażeniu potrafi wykrzesać z siebie ogromną siłę, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Jego szczupła twarz zazwyczaj skierowana jest w stronę posadzki, ukrywając nieco ironiczny uśmiech i diaboliczne błyski w lodowato niebieskich, wielkich oczach. Nosi bujną, jasną czuprynę. Jego niesforne loczki dodają mu mnóstwo uroku. Na co dzień nosi luźne bluzy z kapturem, w których wydaje się ciut większy. Od święta zakłada niezwykle zadbany czarny mundur SS. Zazwyczaj jest nieco zgarbiony. Chodzi bardzo szybko, jakby cały czas gdzieś się spieszył.

Imperium/Rebelia/neutralny: Imperium.

Ranga:* Zaparzacz kawy.

_________________
“Nie przysyłajcie mi więcej Rosjan, bo moi Łotysze ich rozstrzeliwują.”
~SS-Obergruppenfuhrer Felix Steiner SS Panzer-Division Wiking wypowiadając się o przysyłanych mu uzupełnieniach do cudzoziemskich oddziałów ochotniczych.
Powrót do góry Go down
Prusy
Admin
avatar

Liczba postów : 1178
Age : 24
Skąd : Z Mordoru.

PisanieTemat: Re: Mój mały psychopata: Łotwa to łotr   Pią Sty 11, 2013 11:02 pm

AKCEPT
Łaaaadna karta. Przyjemnie się czytało. Aż dziwne, jak na taką porę. Ale serio - świetna. Ładnie opisane, czegoś się można dowiedzieć. Gratulacje. :3

_________________
"This ain't no place for no hero,
This ain't no place for no better man."
Powrót do góry Go down
 
Mój mały psychopata: Łotwa to łotr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Germańskie Imperium :: Początki bywają trudne... :: -
Skocz do: